RSS
poniedziałek, 17 grudnia 2012

Kupiłam prezenty Świąteczne. Takie drobne, symboliczne. Tak żeby i u nas w domu mikołaj był. U Mamy i Taty też. Mam nadzieję, że się spodobają. Ciężko było z Bąblem na rękach, a jak nie na rękach, to uciekającym gdzie popadnie, chowającym się między wieszakami z ubraniami i bijącym mamę z ogromną radością. Jak się nie dało uszczypnąć przez rękawiczki, to chociaż z główki. I na nic się zdało tłumaczenie, że mamę boli, że mama będzie płakać. Weź człowieku i wytłumacz półtorarocznemu Bąblowi, że nie można, jak się samej śmiać chce z jego psot. No ale się udało. Zapakowane, schowane, czekają na Wigilię i choinkę.

16:24, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Chwilowo nie ogarniam natłoku obowiązków myśli i niewyspania. Chciałbym robić wszystko na raz, wszystko skończyć jednego dnia, a tak się nie da. Najgorzej było przed zjazdem. Teraz już trochę lepiej, jakby lżej psychicznie, bo wiem, że nie będę musiała jak na razie jechać, tłuc się autobusem, biegać po oblodzonym chodniku i marznąć na przystanku. Ale i tak obowiązków jakby trochę za dużo. Większość chyba właściwie sama sobie narzucam. Większość dotyczy świątecznych porządków. Bez większości można by się teoretycznie obejść, ale nie. Ja muszę. Sama z siebie muszę zrobić wszystko co sobie zaplanowałam. I to przed Świętami. Zawsze zdążałam, zdążę i teraz. Muszę. Tylko najpierw potrzebuję pozbierać myśli. Dziś jest pierwszy dzień od jakichś dwóch tygodni, w którym mogę w miarę spokojnie pomyśleć. Ale i tak nie ogarniam. Zła jestem, że nie mogę sobie wszystkiego konkretnie zaplanować. Cały czas coś wypada w międzyczasie. Nie ogarniam... Dziś pomyślę, zaplanuję, przekalkuluję pozostały czas i obowiązki z marginesem błędu i ustalę plan działania.

16:15, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 grudnia 2012

Nareszcie się za siebie wzięłam. To znaczy z ogarnięciem się wizualnym. I o dziwo znajduję co dzień te 10 minut na to powolne ogarnianie siebie, a jest co ogarniać, więc proces jest długi i pracochłonny. Zaczęłam od nakładania odżywki na paznokcie, które są jak papier. Łamią się przy zaczepieniu o cokolwiek. a ta odżywka leży już ze 2 tygodnie nieużywana. Trochę zachodu jest, bo kilka dni maluje się warstwowo, potem zmywa, potem znów maluje i tak w kółko. Do tego zadobyłam hennę do rzęs i brwi i mam zamiar ją wykorzystać jak najszybciej, bo rzęsy i brwi bez malowania niewidoczne. i o ciało też znów bardziej dbam. Jeszcze o włosy trzeba się zatroszczyć, przydałaby się jakaś dobra odżywka. Ale to za jakiś czas.  Poodkładałam też ciuchy, które chwilowo, albo już w ogóle się nie nadają. Nareszcie się zmotywowałam i dbam już nie tylko o Bąbla, P. i dom, ale też o siebie. Aby tak dalej.

11:48, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2012

Dziś znów przeżyłam koszmar ubierania siebie i Bąbla na zakupy. Czemu koszmar? Przebrałam, ubrałam, założyłam buty jeszcze w domu. Potem sama zaczęłam się ubierać, żeby się nie zagrzał. Zaczynam go ubierać, ganiać za nim z kurtką po korytarzu i przypomniało mi się, że moje buty to się jednak długo zakłada. Żeby się nie zagrzał, założyłam buty już czując, że sama się przegrzewam. Potem dopiero zaczęłam go ubierać, zapięłam kurtkę i w drogę. Jak tak wyszliśmy, to Bąbel się nie zagrzał, ale ja oczywiście tak. I już się zdążyłam spocić. Abym się tylko nie podziębiła. Całe zdarzenie trwało może z 8 minut, ale było ciężko. Trzeba opracować jakiś system na ubieranie, żebyśmy się oboje nie zgrzali podczas całego tego rytuału.

16:29, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Lubię Warszawę nocą. Szczególnie teraz na święta. Te wszystkie światełka, tłumy ludzi biegnących każdy w swoją stronę. Warszawa ma swój własny niepowtarzalny styl i nastrój. Tylko to tępo mnie trochę przeraża. Jak się tam mieszka, to można się przyzwyczaić, wtopić w tłum, biec razem z nim, żyć warszawskim życiem, tylko potem ciężko wyhamować i cały czas jest się w biegu. Na ulicy w domu, w pracy. Lubię dynamiczne życie, lubię coś cały czas robić, ale na dłuższą metę ciężko tak. Umiem mieszkać w Warszawie, ale chyba jednak wolę mieszkać tu na wsi. Tu jest spokojniej, wolniej, życie się celebruje, a nie bez przerwy gdzieś goni.

Ale ciągle podoba mi się ten nastrój Warszawy, tego się nie da tak dokładnie wytłumaczyć, trzeba tam pomieszkać, poczuć to. Fajnie jest na chwilę tam wrócić i znów obserwować ten bieg.

11:39, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Mój P. czasem ma takie romantyczne pomysły, a ja bardzo to lubię. Dziś na przykład narysował serce na śniegu na szybie samochodu, którą widzę przez okno jak wstanę. Taki drobiazg, ale bardzo mnie cieszy. Tak się od razu miło robi, jak się pomyśli że kocha, ze myśli i chce, żebym się uśmiechnęła i żeby było mi miło.

11:31, antoninar87
Link Dodaj komentarz »