RSS
czwartek, 27 września 2012

Muszę się opanować trochę, bo to moje samopoczucie źle wpływa na wszystkich chyba. Ale jak tu się nie denerwować i nie narzekać, jak łeb napiep***, że zapominam jak się nazywam(pieprzony okres i hormony), w portfelu zostało 100zł na 8 dni, jak za same fajki dla P. to 80zł wyjdzie, a gdzie jeszcze coś do zjedzenia, paliwo i piwo(bo musi być i koniec i tak już wykłócone mniej dziennie) i co znów z rezerwy? Jak tak dalej pójdzie, to i rezerwa się skończy i co wtedy? Oczywiście wszystko na mojej głowie. I przez to wszystko jestem zrzędliwa, czepiam się i już sama nie wiem o co. A jak mnie zaczepią, to atakuję okropnie. I przez to atmosfera w domu do doopy. Dziś już się lepiej czuję, więc dziś będę pogodniejsza. Będę kobietą-strażniczką ciepła ogniska domowego. I jakoś sobie poradzę. Jeszcze trochę pożyjemy na "jakoś to będzie", aż wreszcie będziemy mogli pożyć na "jest ok". Tylko muszę się zebrać w sobie i opanować. I wszystko będzie dobrze. Dam radę.

11:37, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Mój Bąbelek kochany malutki jest coraz mądrzejszy. Już nawet żartować ze mną próbuje. I tak fajnie nas naśladuje. Nawet sobie nie zdawałam sprawy jak on się na nas wzoruje. Teraz śpi sobie jak aniołeczek, ale jak tylko otworzy oczka, będzie szukał psoty. Taką ma już psotną naturę. Nie usiedzi chwili spokojnie. Mój synek to moje największe szczęście.

Kiedyś nawet sobie nie zdawałam sprawy, że można kogoś tak bardzo kochać, że aż ciężko to opisać. W taki inny sposób niż Męża, równie mocno, ale inaczej. Za obydwu moich facetów oddałabym wszystko.

11:25, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

W domu syf a mi to już zaczęło wisieć.(Nie no może nie syf, chociaż w moim rozumieniu tak, bo lubię mieć porządeczek i wszystko poukładane). Nawet wczoraj nie odkurzyłam. Jakoś tak odpuściłam sobie nareszcie. Ale głównie z powodu kiepskiego samopoczucia. Dwa dni tragicznej migreny. I dopiero dziś zaczynam od nowa doprowadzać dom do porządku. I tak sobie zdałam sprawę, że tragedia się nie stała, świat się na głowę nie zawalił, Mężuś nie miał pretensji i w ogóle jakoś tak dało się przeżyć dwa dni w małym bałaganie. Jak to dobrze wiedzieć, że nic się nie stanie, jak czasem sobie odpuszczę. Nic się nie stało, że zamiast sprzątać, prać, prasować itd., poszłam sobie z Bąblem na spacer. Na początku miałam poczucie winy, ale mi przeszło.

Muszę sobie częściej robić takie dni odpuszczania, żeby znów nabrać sił i tak jak dziś mieć większą ochotę do pracy i większą satysfakcję z wykonanej roboty.

11:16, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2012

Nasza wczorajsza rozmowa. Niestety chyba na poważnie, chociaż cały czas mam nadzieję, że nie...

 

Ja: Jak już pójdę do pracy, to weźmiemy zmywarkę na raty.

Mąż: ? A po co Ci ta zmywarka tak od razu?!

Ja: Jak nie weźmiemy zmywarki, to zmywamy na zmianę.

Mąż: ??? Co? To ty równouprawnienia chcesz?!? Kto w ogóle wymyślił to równouprawnienie? To głupota jest!

I już poszło dalej...

 

Ja po prostu nienawidzę zmywać. Lubię wszystkie prace domowe, poza zmywaniem garów. Nie wiem czemu, już tak mam. Ale nieważne. Ja nie wiem jak on w ogóle mógł tak powiedzieć? Ja wiem, że u niego w domu, to Mama, czy pracowała, czy nie to i tak zajmowała się wszystkimi pracami domowymi, a Teść nawet palcem nie kiwnął. Typowa Polska rodzina. Ona zapiep*** i w pracy i w domu, a on przychodzi z pracy, pije piwko i odpoczywa przed TV. Nie, żeby u mnie było jakoś specjalnie inaczej, nowocześnie, ale moja Mama jakoś nigdy się za bardzo nie przejmowała pracami domowymi, raczej olewka(nie jak Teściówka), ale Tata też się czuł jak Pan i Władca.

Ja wiem, że ciężko pokonać wzorce z domu, ale ludzie no, aż tak żeby mówić, że równouprawnienie to głupota?Mam tylko nadzieję, że to było pół żartem pół serio. Jak wrócę do pracy(a jestem na dobrej drodze do tego) to nie dam się. Jak mam mieć na głowie pracę(nauczyciel-sporo też robię w domu) do tego dziecko i wszystkie domowe obowiązki, a on co? Po pracy piwko jak zwykle, nie powiem, w weekendy mi pomaga z gotowaniem i jego zadaniem jest szykowanie surówki/sałatki/czegokolwiek do obiadu na co dzień. Do tego koszenie trawy, bo ja nie tykam kosiarki. I to by było na tyle chyba? Nie no nie możliwe, że cała reszta jest na mojej głowie. No w sumie jak na razie w domu jestem, więc ja wszystko robię. Ale jak już wrócę do pracy, to się nie dam.

16:30, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 września 2012

Normalnie padłam. Była u mnie koleżanka. Siedzimy sobie, wpada Małż, coś tam zagaduje i wreszcie do mnie wypala: No widzisz, trzeba było nie wychodzić za mąż, to byś dalej była taka jak koleżanka umalowana, ubrana jak kiedyś, a teraz to co, taka biedulka jesteś. Przyjaciółka próbowała mnie jakoś bronić, że ja matka, zapracowana itp, ale normalnie mnie ten mój rozwalił. To aż tak źle ze mną? No kiedyś byłam chudsza(ale na szczęście znów chudnę), zawsze podmalowana, fajnie ubrana, ale teraz nie ma tragedii chyba. A może jednak? No w porównaniu z kumpelą z tego dnia to rzeczywiście biedulka jestem. Ci faceci to za grosz wyczucia nie mają!

16:18, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 września 2012

I co ja mam niby zrobić? Bąbel jeszcze mały, ofert pracy jak na lekarstwo, a Ślubny wysyła mnie do pracy. Bo tak. Szukam konkretnej oferty, za trochę więcej niż najniższa średnia krajowa, żeby zostało coś po odjęciu dojazdów i najlepiej takiej, która byłaby adekwatna do mojego wykształcenia, ale jak mi ktoś da jakąkolwiek i 1500 na rękę, to biorę z radością. Ale jak na razie takich ofert nie widać. Z Bąblem też nie bardzo jest komu siedzieć. Psotnik z niego okropny, więc nikt się do pilnowania nie pali. Szczególnie przez 8h dziennie.

Jak ja bym chciała znów pracować w szkole. W jednej placówce jest babka w ciąży, więc po cichu liczę na zastępstwo. Po te cztery godziny dziennie zawsze ktoś z Małym zostanie, a i zarobię tak akurat, ze jeszcze coś zostanie.

A tak iść do pracy jakiejkolwiek, aby iść i zostanie mi na rękę mniej niż wychowawczego(do starej pracy nie wrócę), albo w najlepszym wypadku tyle samo, a przy tym ciągać Bąbla co dzień po babciach, ciociach, wujkach to ja nie wiem, czy jest sens. Może ja źle myślę? Ja nie jestem leniem, któremu nic się nie chce robić. Gdybym miała darmową niańkę, to brałabym jakąkolwiek pracę, a tak? Ani ja nie skorzystam, bo nie zarobię, ani Mały, bo będzie siedział z kim popadnie. Mój już też jest zmęczony. Wiem, że nie ma lekkiej pracy i że ciężko mu zarobić na utrzymanie rodziny, ale takie rozwiązanie to nie rozwiązanie. Że mam iść do pracy, bo tak. To nic, że nie zarobię. Może tak go tylko naszło, przemyśli i zmieni zdanie. A może ja mam jakieś błędne wyobrażenie o tym wszystkim.

17:11, antoninar87
Link Dodaj komentarz »