RSS
poniedziałek, 29 października 2012

No i po zjeździe. Jakoś poszło. Niepotrzebnie się spinałam, denerwowałam i bałam, było ok i raczej luzacko. Tylko jedne zajęcia mnie dobijają. Na komputerach w skomplikowanym(dla mnie wszystko na kompie jest skomplikowane) programie. Może gdyby prowadzący był bardziej żywiołowy, a nie chodząca flegma, to byłoby inaczej. Oczywiście nic nie rozumiałam, nic mi nie wychodziło i system sam się zawieszał. Pan musiał przy mnie stać i pokazywać. Na szczęście stwierdził, że to nie moja wina, że się psuje, tylko programu(to ja mam w d*** taki program, przez który mało się nie rozryczałam), a ja na to-bo mnie komputery nie lubią i to normalne, że przy mnie się zawiesza.

Chłopaki dali radę jakoś, Bąbel nawet nie marudził. Pierwszy raz świadomie był "na śniegu", P. Mówił, że mu się podobało, dopóki nie wpadł z rękami w zaspę i zaczął krzyczeć, bo zimno.

Tylko dziś po tym zjeździe rano nie wiedziałam w co mam ręce wsadzić, taki bajzel niesamowity. Z grubsza ogarnęłam, żeby można było przejść, ale dalej syf. E tam, jakoś dam radę do wieczora, póki co odpoczywam, korzystam, że Bąbel śpi. W końcu mi też się trochę odpoczynku należy. Jak wstanie, to znów się weźmiemy za robotę. Razem.

10:09, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 października 2012

Sama nie wiem, co myśleć o tym programie. Lubiłam oglądać brytyjską wersję. Nawet kupiłam książkę Anthei Turner jak tylko wyszła. Taka byłam jej ciekawa. Ale to było dawno, teraz się raczej z tego śmieję. Tamta wersja była przerysowana, ale jednak bardziej realistyczna, bo nie z Polski. Jednak inną kulturę ogląda się inaczej.

A ta Polska, Rozenkowa? sama nie wiem. Czasem zdarza mi się obejrzeć powtórkę, nie śledzę programu z zapartym tchem, ale lubię go czasem obejrzeć. Wiem że jest przerysowana, przesadzona i ciut odmóżdżająca, ale fajnie tak popatrzeć, że inni mają gorszy bajzel na kółkach w domu i znajdują w sobie siłę i motywację, żeby coś z tym zrobić, coś zmienić. A może nawet nie sama PPD p. Małgosia, ale to pokazanie się w telewizji z tym swoim syfem daje kopa do działania. Pewnie większość programu jest sprytnie wyreżyserowana, ale po co na niego tak najeżdżać, jak ludzie to oglądają? Czasem trzeba się trochę odmóżdżyć, a i samemu też się można zmotywować, żeby wreszcie się wziąć za ogarnięcie czegoś, co patrzy na nas co dzień, a my się nie możemy zebrać. I dobrze się tak pocieszyć, że jednak ja to mam porządeczek w porównaniu z tymi wszystkimi kobitkami z programu.

11:05, antoninar87
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 października 2012

Jak mi się ciężko przybrać. Chyba za długą przerwę miałam. Od zjazdu minął już tydzień, a ja dalej nic nie zrobiłam. Ściągnęłam tylko materiały do druku i udaję przed sobą, że jednak coś zrobiłam... Człowiek to dziwne stworzenie, nawet sam przed sobą próbuje coś udawać. No nic, bierz się do roboty stara, bo samo się nie zrobi. Nie ma co odwlekać, a lepiej być na bieżąco, szczególnie, że ostatni rok studiów i pracę pisać trzeba. Coby się potem z płaczem nie obudzić i nie zarywać nocy przed sesją, bo trzeba wszystko nadrobić. Ok, ruszam do nauki:-).

10:15, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 października 2012

Tak się zastanawiam, w czym inne dziewczyny chodzą po domu? Wiem mniej więcej jak to jest w mojej rodzinie, ale to w większości starsze babki. A takie młode mężatki-matki jak ja? U mnie generalnie jest tak, że jak już uda mi się ogarnąć cały dom, to na dbanie o siebie nie ma już czasu, więc po domu chodzę w koszulkach, które już się nie nadają do wyjścia i legginsach, lub jeansach. Ale te ciuchy są takie,  że nie wstydzę się wyskoczyć w nich do sklepu. W dresach już długo nie chodzę, bo jak na razie mam przesyt, chodziłam w nich całą końcówkę ciąży, bo już w nic innego się nie mieściłam i po porodzie pewnie jakieś 8-9m-cy, bo jakoś wtedy zaczęłam się znów mieścić w stare, ale te większe ciuchy.

Ciekawa jestem, czy inne dziewczyny jakoś się stroją po domu. I czy to ma jakieś znacznie dla faceta? pewnie ma. W sumie jak się jakoś lepiej ubiorę, to widzę taki błysk w oczach P. i widzę jak mnie obserwuje.Bardzo to miłe. Ale nie dam rady tak się na co dzień stroić. Nie wyobrażam sobie mycia naczyń, gotowania, czy zmywania łazienki w super ciuchach, bo ja się po prostu okropnie ochlapuję przy tym wszystkim. Jak małe dziecko. Ciekawe, czy inne dziewczyny tak bardzo zwracają uwagę na to jak się ubierają w domu.

09:40, antoninar87
Link Komentarze (1) »
środa, 10 października 2012

Jakiego ja mam kochanego mężusia... Czasem się kłócimy, wiadomo, ale jaki on jest kochany. Który mężuś pakowałby się całą rodziną do samochodu wieczorem, tylko po to, żeby jechać po lody i bitą śmietanę, bo żonie się zachciało. I ta żona nie jest w ciąży. Po prostu tak jej się przypomniało, że by sobie zjadła taki deser lodowy. Ach, ja to mam jednak dobrze. Bo chciał, żebym się odstresowała i chciał pokazać, że mnie kocha... Bo na co dzień to ja bardziej dbam i pokazuję, jak i zależy. Już trzy lata jesteśmy po ślubie, prawie dziewięć razem, a dalej potrafimy tak się w siebie wpatrywać i tak lgnąć do siebie(ciężko to nawet opisać i nazwać), jakbyśmy dopiero co się poznali. Jakie to jest cudowne. Mam nadzieję i zrobię wszystko, żeby dalej tak było. Tak do końca życia.

11:44, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 października 2012

Bąbel ma nową koleżankę:-P Tylko tydzień od siebie młodszą.  Na razie średnio jest nią zainteresowany, raczej obydwoje biegają i krzyczą obok siebie, ale czasem jakby się porozumiewali, tak po swojemu. Fajnie było tak popatrzeć na dwa takie malutkie(największe) skarby. I zobaczyć, że są też takie matki jak ja nie cyborgi. Ubrane normalnie, nie odpicowane i takie zwyczajne. Mama Balbinki też opiekuje się małą w domu, też jest nie wyspana, zmęczona i czasem ma dość. Dopiero się zapoznałyśmy, przez przypadek, ale poczułam jakąś taką nić porozumienia i wspólny front. Jestem nieufna i na początku zawsze zamknięta w stosunku do ludzi, ale tu poczułam odrazu taką sympatię. Bąbel chyba też.

12:56, antoninar87
Link Dodaj komentarz »