RSS
czwartek, 10 stycznia 2013

Kiedy kończy się kompromis, a zaczyna uleganie? Na ile może sobie pozwolić druga osoba, żeby nie urazić tej pierwszej? Czy po awanturze z wyzwiskami za głupotę można jeszcze oczekiwać, że wyzwana osoba coś dla awanturnika natychmiast zrobi i to bez sprzeciwu? I ile czasu jedna osoba jest w stanie znosić złe zachowanie i wybryki drugiej? Czy można kogoś zmienić w małej kwestii i czy to zadziała na dłuższą metę? Co robić, kiedy nie pomagają prośby i groźby? Uciec na dzień, dwa? Nie odzywać się? Wziąć na przetrzymanie? 

Ja wiem, że bycie z kimś razem nie jest proste. Wiem, że nigdzie nie jest idealnie. Ja też nie chcę ideału. Ale chcę szacunku. Bo chwilowo nie czuję się szanowana przez własnego męża. Częściowo czuję się od niego zależna, ale nie do końca. Kocham go, tak, że trudno to opisać. Zastanawiam się tylko na jak długo starczy mi siły na znoszenie wyżywania się na mnie i braku szacunku. I gdzie leży ta granica, której nie powinien przekraczać? Czy tam, gdzie ja ją postawię? Dziś jest mi ciężko na duszy...

22:24, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 stycznia 2013

Po alkoholu P się zmienia. to znaczy po piwie. Nie lubię go jak sobie strzeli trzy, czy cztery. Co się często zdarza...Staje się wulgarny, agresywny(nie jakoś strasznie i nie w stosunku do nas, ale jednak), ma być po jego myśli, albo wogóle. Ciężki ma wtedy charakter. A jak nie pije, jest cudowny, kochany, miły, ma ochotę rozmawiać, bawić się z Bąblem, ma dla nas więcej czasu, jest dobrym mężem i ojcem. Ostatnio nie pił przez kilka dni i było cudownie, sielankowo. Bawiliśmy się wszyscy, rozmawialiśmy przy wyłączonym telewizorze, śmialiśmy się, droczyliśmy jak kiedyś... Było bajkowo, ale długo nie trwało, bo znów sobie piwkuje. I na nic się zdają prośby, groźby, wszelkie możliwe argumenty. Nie żeby był alkoholikiem, ale wieczorem musi swoje wydudnić. Ciężko tak, może wreszcie uda mi się wyegzekwować rzadsze picie. Zyskaliby na tym wszyscy, I Bąbel i ja(nasze małżeństwo), i zdrowie P. i nasz wspólny budżet. Tylko jak to zrobić?

23:20, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Dalej jestem zawalona obowiązkami i ciężko mi się wyrobić z czymkolwiek. Niektóre zadania, które powinny być już wykonane, ewentualnie do końca tygodnia muszą poczekać na następny, bo już nie dam rady.Trudno, muszę się liczyć z konsekwencjami. Większość tych spraw dotyczy studiów. Niestety. Ale jeszcze tylko do czerwca. O ile uda mi się obronić w czerwcu(nie no chyba się uda mam nadzieję, tylko muszę częściej i więcej pisać...). Siedzę po nocach, uczę się, albo robię prace zaliczeniowe, żeby jeszcze Bąbel normalnie całe noce przesypiał, marzenie. Ale nie winię go za to. jest jeszcze malutki, a ja nie mam serca odzwyczajać go od karmienia w nocy. Widocznie tego potrzebuje. Próbuję się jakoś zorganizować, ale i tak ciągle jestem o krok do tyłu. Jest ciężko, ale kiedyś będzie lżej. Mogłoby się wydawać, że jak się jest na studiach zaocznych i się płaci, to można olewać, nie chodzić i w ogóle nic nie robić, ale nic bardziej mylnego. Aby do obrony...

23:11, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 stycznia 2013

Mam nadzieję, że ten rok będzie łatwiejszy, spokojniejszy i bardziej udany niż poprzedni, który był szczęśliwy, ale ciężki. Jak co roku mam kilka postanowień, których sukcesywnie w ciągu roku przybywa:-P

W tym roku chcę:

- zgubić brzuch(dzięki ćwiczeniom) wiem, że już zawsze będę miała taki pociążowy brzuszek, ale tera jest zdecydowanie za duży, mam za słabe mięśnie i nie mogą utrzymać 'środka'

- schudnąć

- oszczędzać(to staram się cały czas, ale chcę jeszcze to udoskonalić)

- dbać o siebie

- dbać o dom

- być lepszą matką i żoną

- znaleźć pracę

- znaleźć czas na swoje zainteresowania

- obronić pracę mgr

- być szczęśliwa, tak poprostu

13:06, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Nie miałam kiedy nawet wejść na bloga, to był czas rozleniwienia, a jednocześnie aktywności. Nareszcie trochę odpoczęłam. P. mnie odciążał jak mógł, przynajmniej się starał. Stwierdził, że i tak mi dużo nie pomógł, ale dla mnie to było dużo. Święta były spokojne, miłe, rodzinne, dużo czasu spędziliśmy razem.  Sylwester też w domu. Spokojnie przed telewizorem i z pysznym jedzonkiem. Niestety Bąbel nie wytrzymał do północy, ale przezornie puściliśmy mu kilka fajerwerków, takie fontanny, nie hukowe, żeby i on miał namiastkę sylwestra. To nic, że w domu. Ważne, że razem i miło.

13:01, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 grudnia 2012

Kupiłam prezenty Świąteczne. Takie drobne, symboliczne. Tak żeby i u nas w domu mikołaj był. U Mamy i Taty też. Mam nadzieję, że się spodobają. Ciężko było z Bąblem na rękach, a jak nie na rękach, to uciekającym gdzie popadnie, chowającym się między wieszakami z ubraniami i bijącym mamę z ogromną radością. Jak się nie dało uszczypnąć przez rękawiczki, to chociaż z główki. I na nic się zdało tłumaczenie, że mamę boli, że mama będzie płakać. Weź człowieku i wytłumacz półtorarocznemu Bąblowi, że nie można, jak się samej śmiać chce z jego psot. No ale się udało. Zapakowane, schowane, czekają na Wigilię i choinkę.

16:24, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Chwilowo nie ogarniam natłoku obowiązków myśli i niewyspania. Chciałbym robić wszystko na raz, wszystko skończyć jednego dnia, a tak się nie da. Najgorzej było przed zjazdem. Teraz już trochę lepiej, jakby lżej psychicznie, bo wiem, że nie będę musiała jak na razie jechać, tłuc się autobusem, biegać po oblodzonym chodniku i marznąć na przystanku. Ale i tak obowiązków jakby trochę za dużo. Większość chyba właściwie sama sobie narzucam. Większość dotyczy świątecznych porządków. Bez większości można by się teoretycznie obejść, ale nie. Ja muszę. Sama z siebie muszę zrobić wszystko co sobie zaplanowałam. I to przed Świętami. Zawsze zdążałam, zdążę i teraz. Muszę. Tylko najpierw potrzebuję pozbierać myśli. Dziś jest pierwszy dzień od jakichś dwóch tygodni, w którym mogę w miarę spokojnie pomyśleć. Ale i tak nie ogarniam. Zła jestem, że nie mogę sobie wszystkiego konkretnie zaplanować. Cały czas coś wypada w międzyczasie. Nie ogarniam... Dziś pomyślę, zaplanuję, przekalkuluję pozostały czas i obowiązki z marginesem błędu i ustalę plan działania.

16:15, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 grudnia 2012

Nareszcie się za siebie wzięłam. To znaczy z ogarnięciem się wizualnym. I o dziwo znajduję co dzień te 10 minut na to powolne ogarnianie siebie, a jest co ogarniać, więc proces jest długi i pracochłonny. Zaczęłam od nakładania odżywki na paznokcie, które są jak papier. Łamią się przy zaczepieniu o cokolwiek. a ta odżywka leży już ze 2 tygodnie nieużywana. Trochę zachodu jest, bo kilka dni maluje się warstwowo, potem zmywa, potem znów maluje i tak w kółko. Do tego zadobyłam hennę do rzęs i brwi i mam zamiar ją wykorzystać jak najszybciej, bo rzęsy i brwi bez malowania niewidoczne. i o ciało też znów bardziej dbam. Jeszcze o włosy trzeba się zatroszczyć, przydałaby się jakaś dobra odżywka. Ale to za jakiś czas.  Poodkładałam też ciuchy, które chwilowo, albo już w ogóle się nie nadają. Nareszcie się zmotywowałam i dbam już nie tylko o Bąbla, P. i dom, ale też o siebie. Aby tak dalej.

11:48, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2012

Dziś znów przeżyłam koszmar ubierania siebie i Bąbla na zakupy. Czemu koszmar? Przebrałam, ubrałam, założyłam buty jeszcze w domu. Potem sama zaczęłam się ubierać, żeby się nie zagrzał. Zaczynam go ubierać, ganiać za nim z kurtką po korytarzu i przypomniało mi się, że moje buty to się jednak długo zakłada. Żeby się nie zagrzał, założyłam buty już czując, że sama się przegrzewam. Potem dopiero zaczęłam go ubierać, zapięłam kurtkę i w drogę. Jak tak wyszliśmy, to Bąbel się nie zagrzał, ale ja oczywiście tak. I już się zdążyłam spocić. Abym się tylko nie podziębiła. Całe zdarzenie trwało może z 8 minut, ale było ciężko. Trzeba opracować jakiś system na ubieranie, żebyśmy się oboje nie zgrzali podczas całego tego rytuału.

16:29, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Lubię Warszawę nocą. Szczególnie teraz na święta. Te wszystkie światełka, tłumy ludzi biegnących każdy w swoją stronę. Warszawa ma swój własny niepowtarzalny styl i nastrój. Tylko to tępo mnie trochę przeraża. Jak się tam mieszka, to można się przyzwyczaić, wtopić w tłum, biec razem z nim, żyć warszawskim życiem, tylko potem ciężko wyhamować i cały czas jest się w biegu. Na ulicy w domu, w pracy. Lubię dynamiczne życie, lubię coś cały czas robić, ale na dłuższą metę ciężko tak. Umiem mieszkać w Warszawie, ale chyba jednak wolę mieszkać tu na wsi. Tu jest spokojniej, wolniej, życie się celebruje, a nie bez przerwy gdzieś goni.

Ale ciągle podoba mi się ten nastrój Warszawy, tego się nie da tak dokładnie wytłumaczyć, trzeba tam pomieszkać, poczuć to. Fajnie jest na chwilę tam wrócić i znów obserwować ten bieg.

11:39, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7