RSS
sobota, 10 listopada 2012

Czy ja się kiedyś wyśpię? Czy moje dziecko kiedyś wreszcie prześpi chociaż ze cztery godziny bez wstawania do cycy i marudzenia? Czy ja tak dużo wymagam? Już nawet nie marzę o ośmiu godzinach nieprzerwanego snu, nawet nie o sześciu. Już cztery by wystarczyło. Czasem w nocy jak tak marudzi, to marzę, żeby już był dzień, żeby wypić kawę, zająć się czymś i się nie męczyć. Jak długo to jeszcze potrwa? Dobija mnie ten przerywany sen i brak snu, o bólach kręgosłupa już nie wspomnę... Przez to jestem odmóżdżona, niemyśląca, roztargniona i nerwowa. Kiedy to się skończy i Bąbel zacznie w końcu przesypiać noce?

10:32, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2012

Zawsze zarzekałam się, że moje dziecko nie będzie siedziało i gapiło się tępo w telewizor. I starałam się tego pilnować. Bąbel do tej pory nie interesował się telewizją, poza reklamami, które uwielbia od malutkiego i jak leci reklama to normalnie nie ma dziecka. Ostatnio oglądaliśmy rano kreskówki wszyscy razem i coś mu się spodobało, bo zaczął się śmiać w głos(swoją drogą niezły mieliśmy ubaw), ale to tylko chwilkę, bo zaraz wrócił do "swoich zajęć". Często oglądamy - słuchamy programy muzyczne. I od jakiegoś czasu zauważyłam, że Bąbel ogląda teledyski. Ale już nie chwilę, te które mu się spodobają, tylko siedzi tak przez dłuższy czas i się gapi. Chyba całkiem ograniczymy TV. Może czas przerzucić się na radio. Bo cały czas w takiej kompletnej ciszy to ciężko. No chyba, że się bawimy, to można bez muzyki w tle.

Ogólnie staramy się nie oglądać dużo TV, bo to złodziej czasu, ale teraz chyba jeszcze bardziej się ograniczymy.

11:26, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 listopada 2012

Nie tylko ja mam problem z podjadaniem. Wczoraj po dużej kolacji siedzę sobie z Bąblem w pokoju, a Pączek wyszedł na chwilę. Ale coś go długo nie ma. Wyszłam za Małym z pokoju, patrzymy, a P. stoi przy blacie w kuchni z buzią pełną czipsów - chrupków i kolejną porcją w ręce i tak stoi i patrzy na mnie z takim niewinnym wyrazem twarzy. Haha, jaki to był widok. Bezcenne:-D

11:00, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 listopada 2012

No myślałam, że bardziej przymulała już nie będę. A jednak... Bąbel prawie dziś nie spał, a co za tym idzie ja też. Pączek też narzeka, że spał niespokojnie i od 1 to już właściwie wcale. Nawet kawa mi nie pomaga. Normalnie dziś jesteśmy rodzina zombie. Do tego Bąbel jakoś podejrzanie pokasłuje. Trzeba lecieć po coś do apteki. Na szczęście mimo zamuły dam jeszcze radę wykrzesać z siebie trochę mocy, ogarnąć dom i pobawić się z Małym. W sumie nie mam innego wyjścia.

Czuję się odmóżdżona, niemyśląca. Ciężko mi się skupić, a tu tyle do roboty jest. I do nauki Czizassss....

10:56, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 listopada 2012

Jak to można wszystko ładnie nazwać, nie obżarstwo, ale nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Ostatnio znów mnie nachodzi wieczorami. Zawsze to przychodzi wieczorami. Napad na lodówkę, albo/i szafkę ze słodyczami. Już mi się udało to opanować, ale znów do mnie wraca i pewnie już zawsze będzie wracać. Przestawiło mi się, bo kiedyś z nerwów nie jadłam, a teraz jem potwornie. Właściwie to obżeram się. Nie czuję głodu fizycznego, czuję głód psychiczny. Czasem sama nie wiem co mnie tak nastraja. Staram się z tym walczyć, szczególnie, że cały czas próbuję schudnąć. Dziś znów odważyłam się ustać na wagę. Bo po kilku dniach napadów okropnie się bałam. I jest w sumie bez zmian, 65kg. osiem zrzuciłam, chcę się pozbyć jeszcze chociaż pięciu. Ale te chwile obżarstwa mi przeszkadzają. Czuję, że nie mogę nad sobą zapanować, a potem mam poczucie winy. Nie chcę tego nazywać ładnie, to nie jest nieumiarkowanie, tylko zwykłe obżarstwo.

12:22, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Dziś od deszczu dzień jest zamulony. Chociaż względnie się wyspałam, bo Bąbelek marudził tylko od jakiejś 3, a nie całą noc, jak już od kilku dni się zdarza(niestety ząbkowanie w przypadku dalszych zębów, jest bardziej bolesne i przechodzimy je wszyscy troje. Wcześniej takiego problemu nie było). Lubię deszcz, zawsze lubiłam, ale dziś nastraja mnie jakoś tak smętnie. Staram się opanować, ale jestem nerwowa, zaspana i jakaś taka smutna. A przede mną jeszcze tyle roboty.

12:13, antoninar87
Link Dodaj komentarz »

Życie z Łuszczykiem jest takie samo jak z osobą bez łuszczycy, ale tylko do pewnego stopnia. Mój Łuszczyk się denerwuje każdą nową plamką. Niby udaje, że się z tym pogodził, ale chwilami znów się sam nakręca i denerwuje, że ma taką chorobę jaką ma. Często pyta, czy te kropki nie przeszkadzają, czy go nie zostawię przez te kropki, czy się nie brzydzę itd. I ile razy bym nie powtarzała, że Kocham w zdrowiu i w chorobie, na dobre i złe, to i tak pytania wracają. Ciężko jest przekonać, że to mi naprawdę nie przeszkadza i jakoś wesprzeć, podtrzymać na duchu, jak się nie ma pojęcia jak to tak naprawdę jest mieć łuszczycę.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak to jest mieć łuszczycę i chować te wszystkie zmiany, pomimo, że każdy o nich wie. No już jest lepiej, bo przynajmniej w domu przestał się kryć. Najgorzej jest latem, jak jest gorąco i każdy chodzi rozebrany, a mój Łuszczyk się chowa pod ubraniem i denerwuje jeszcze bardziej. Nie chce głupich spojrzeń, uwag, pytań, a przecież to nie jest zaraźliwe, tylko genetyczne.

 

Swoją drogą, żeby przy takim zaawansowaniu medycznym nie było jakiegoś konkretnego, refundowanego leku, który by zadziałał na dłużej. Żeby nie trzeba było smarować codziennie sterydami, albo żrącymi maściami. Nawet w klinice czasem nie są w stanie do końca pomóc. No nic, dopóki nie znajdą na to leku, będziemy żyć z chorobą i modlić się, żeby nasze dziecko(czy potencjalne dzieci)jej nie odziedziczyły.

12:02, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 listopada 2012

Mąż w dom, bajzel w dom. P. ma wolne. Spędzamy czas trochę razem, trochę osobno i mężuś się relaksuje. Dobrze, należy mu się. w końcu zachrzania na nas troje od rana do nocy. Ale razem z P. do domu zawitały porozwalane wszędzie ciuchy. W skupiskach, w różnych miejscach. Choćby nie wiem co, nie ruszę tego. Już zapowiedziałam. Niech leżą i do świąt, a i tak ciuchów nie ruszę. Ma tyle czasu wolnego, że do poniedziałku chyba zdąży po sobie ogarnąć. Jestem panią domu i chwilowo sprzątaczką i mamą na etacie, ale nie służącą *rwa jego mać. Jak zawsze mówi moja Babcia " ma d*pa ręce i nogi, to niech sama zrobi"

Mimo wszystko, miło tak spędzać czas wszyscy razem.

11:47, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 października 2012

No i po zjeździe. Jakoś poszło. Niepotrzebnie się spinałam, denerwowałam i bałam, było ok i raczej luzacko. Tylko jedne zajęcia mnie dobijają. Na komputerach w skomplikowanym(dla mnie wszystko na kompie jest skomplikowane) programie. Może gdyby prowadzący był bardziej żywiołowy, a nie chodząca flegma, to byłoby inaczej. Oczywiście nic nie rozumiałam, nic mi nie wychodziło i system sam się zawieszał. Pan musiał przy mnie stać i pokazywać. Na szczęście stwierdził, że to nie moja wina, że się psuje, tylko programu(to ja mam w d*** taki program, przez który mało się nie rozryczałam), a ja na to-bo mnie komputery nie lubią i to normalne, że przy mnie się zawiesza.

Chłopaki dali radę jakoś, Bąbel nawet nie marudził. Pierwszy raz świadomie był "na śniegu", P. Mówił, że mu się podobało, dopóki nie wpadł z rękami w zaspę i zaczął krzyczeć, bo zimno.

Tylko dziś po tym zjeździe rano nie wiedziałam w co mam ręce wsadzić, taki bajzel niesamowity. Z grubsza ogarnęłam, żeby można było przejść, ale dalej syf. E tam, jakoś dam radę do wieczora, póki co odpoczywam, korzystam, że Bąbel śpi. W końcu mi też się trochę odpoczynku należy. Jak wstanie, to znów się weźmiemy za robotę. Razem.

10:09, antoninar87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 października 2012

Sama nie wiem, co myśleć o tym programie. Lubiłam oglądać brytyjską wersję. Nawet kupiłam książkę Anthei Turner jak tylko wyszła. Taka byłam jej ciekawa. Ale to było dawno, teraz się raczej z tego śmieję. Tamta wersja była przerysowana, ale jednak bardziej realistyczna, bo nie z Polski. Jednak inną kulturę ogląda się inaczej.

A ta Polska, Rozenkowa? sama nie wiem. Czasem zdarza mi się obejrzeć powtórkę, nie śledzę programu z zapartym tchem, ale lubię go czasem obejrzeć. Wiem że jest przerysowana, przesadzona i ciut odmóżdżająca, ale fajnie tak popatrzeć, że inni mają gorszy bajzel na kółkach w domu i znajdują w sobie siłę i motywację, żeby coś z tym zrobić, coś zmienić. A może nawet nie sama PPD p. Małgosia, ale to pokazanie się w telewizji z tym swoim syfem daje kopa do działania. Pewnie większość programu jest sprytnie wyreżyserowana, ale po co na niego tak najeżdżać, jak ludzie to oglądają? Czasem trzeba się trochę odmóżdżyć, a i samemu też się można zmotywować, żeby wreszcie się wziąć za ogarnięcie czegoś, co patrzy na nas co dzień, a my się nie możemy zebrać. I dobrze się tak pocieszyć, że jednak ja to mam porządeczek w porównaniu z tymi wszystkimi kobitkami z programu.

11:05, antoninar87
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7